Moja Historia #5


Czasem aby odnaleźć światło, trzeba przejść przez największy mrok.
Zgubiona w labiryncie życia wyruszyłam w drogę do lekarza mojej duszy.

Październik 2015, godzina 15:00 Szczecin

Podjechałam właśnie pod Zamek Książąt Pomorskich, miejsce wyznaczone przez mężczyznę z którym umówiłam się na spotkanie w nadziei, że w końcu poznam kolor swojej aury. Na potkanie przyszłam pierwsza, ledwo zdążyłam przysiąść na betonowym murku przy osiedlowym boisku kiedy zobaczyłam męską sylwetkę idącą w moim kierunku. Odrobinę wyższy ode mnie, szczupły mężczyzna zbliżał się coraz bardziej. Miał ubrane za duże ciuchy i czapkę ze złotą gwiazdą na środku.

– Cześć, jestem Michał – powiedział wyciągając rękę. Wzrok miał wbity w moje buty.
– Cześć, Paula – odwzajemniłam uściskawszy jego dłoń.

Atmosfera była niezręczna. Co ja tu właściwie robię? Kto to jest? Po co ja tu przyjechałam? Zadręczałam się w myślach. Chciałam szybko wrócić do domu, ale w końcu zrobiłam tyle kilometrów żeby go poznać. Dobra, pójdę na krótki spacer i spadam, pomyślałam. Nie miałam ochoty tam być, w obcym mieście traciłam resztki poczucia bezpieczeństwa. Czułam się zagubiona, brakowało mi wsparcia, opoki. Szukałam zrozumienia i czegoś co wypełniło by wewnętrzną pustkę jaka we mnie była. Szliśmy brzegiem rzeki przez Bulwary do kawiarni z widokiem na Wały Chrobrego. Pamiętam, że tego dnia wyjątkowo wyszłam z domu bez pełnego makijażu z włosami niestarannie splątanymi na czubku głowy, tak jak jest mi najwygodniej. Celowo nie przyłożyłam wagi do wyglądu, do ubioru chyba też, bo robiło się już zimno a ja miałam tylko cienką bluzę i stary bezrękawnik.

-Trzymaj – rzucił mój towarzysz zakładając mi swoją szarą pikowaną kurtkę.
– Nie chce. – odpowiedziałam zrzucając ją z ramion.
– Ubierz, bo zmierźniesz. Dodał stanowczo.

Siedzieliśmy już na przeciwko siebie w kawiarni, popijając ciepłą herbatę kiedy w końcu zapytałam go:

– dlaczego unikasz mojego wzroku?
Czułam się urażona, kiedy mój rozmówca nie patrzył mi w oczy.
– boje się. Odpowiedział niechętnie widząc moje zmieszanie.

Boi się? A czego on się boi? Wmurowało mnie aż zaniemówiłam. Zaczęłam się zastanawiać co takiego on tam zobaczył. Nie tego się spodziewałam. Nie miałam odwagi poznać odpowiedzi na moje pytania, odpuściłam dalszą rozmowę na ten temat. Zrozumiałam to dopiero później…

Mówi się, że oczy są zwierciadłem duszy. A moja dusza była wtedy strasznie chora, z oczu wlewał się ból tak silny, że nie potrzeba specjalnych zdolności żeby go odczuć. Dusiłam się w sobie, chciałam zniknąć, czułam, że nie ma na świecie miejsca w którym chciałabym być. Wydawało mi się, że upragniony raj w ogóle nie istnieje. Czułam się samotna i niezrozumiana. Nieporadnie próbowałam odnaleźć coś, ale sama nie wiedziałam czego właściwie szukam. To był jeden wielki nonsens, utknęłam w błędnym kole z którego nie było wyjścia. Wróciłam do domu jeszcze bardziej zagubiona niż wyjechałam. Spotkanie nie przyniosło mi upragnionego ukojenia, wręcz przeciwnie było dopiero początkiem ciężkiej drogi jaka mnie czekała. Drogi do poznania samej siebie, drogi prowadzącej przez ciernie do gwiazd.

2 Comments Add yours

  1. Jubusia Juba pisze:

    I już, koniec? Teraz ja czuję się jeszcze bardziej zagubiona…
    Podziwiam za odwagę. Wątpię bym wyruszyła taka drogę by poznać obca osobę. Jednak jak widać ryzyko się opłaca.
    I wiem to tez po części z doświadczenia. Mój M zrozumiał swoją miłość do mnie dopiero gdy wyjechałam do Angli. Napisałam mu obiecanego sms że dotarłam na miejsce i od tego dnia byliśmy nierozlaczni w swoich sms, czacie, rozmowach… Po dwóch miesiącach przyjechał. I już wiedziałam, wiedziałam, że to ten o którego prosiłam spadające gwiazdy.
    No nic, czekam na dalszą historie.
    Bardzo niecierpliwie.
    Buziaki :*

    1. Arbuzowamama pisze:

      Żaden koniec, to dopiero początek 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *