Z pamiętnika Arbuzowej mamy #1 cud narodzin

10 stycznia 2017

-poranek-

Melodyjny śpiew kanarka wybudza mnie ze snu. Ledwo przewracam się z jednego na drugi bok. Minęły już 2 dni od wyznaczonej daty porodu. W każdej chwili mogę urodzić. To czekanie mnie wykończy. Wstaję by wstawić wodę na herbatę. Coś jest nie tak. Czuje ból w podbrzuszu. Zbliża się południe. Stolarz kończy zakładać zlew w nowej kuchni. Oddycham z ulgą, już nie muszę biegać po wodę do łazienki. Gdy urodzi się dziecko wszystko musi być dopięte na ostatni guzik. Wysprzątałam całe mieszkanie. Czuje zmęczenie. Włączam spokojną muzykę, kładę się na kanapie, słodka woń świeczki o zapachu mango unosi się w powietrzu. Zamykam oczy i urządzam sobie kąpiel w promieniach słońca, które przedzierają się przez zamglone, styczniowe niebo…

Wybija godzina 13. Z po południowej drzemki wybudza mnie ostry ból – to chyba skurcz. W tym samym momencie słyszę dźwięk domofonu, to mama przyjechała w odwiedziny. Dom nabiera życia, przepełniają go radosne dźwięki bawiącego się z psem Pawełka, mojego 8 letniego braciszka. Jemy cisto bezowe, ból znów o sobie przypomina, łamiąc mnie w pół. Szybko jednak o nim zapominam. Do domu wchodzi tata. Siedzimy w pokoju gościnnym, panuje miła atmosfera. Ja, mój tata i moja mama w jednym i tym samym miejscu. Ostatni raz widziałam ich razem uśmiechniętych gdy miałam 6 lat. Celebruję tą chwilę jak mogę. To dla mnie takie niesamowite. Zapominam o bólach. Patrzę na nich przepełniona radością, czy to mój syn przyciąga do naszego życia wszystkie te wyjątkowe okoliczności?

Ała. Teraz zabolało bardziej. Chyba się zaczęło. Biorę swój notes i odnotowuję skurcze, godzina 13:00, 13:40, 14:30, 15:00, 15:30, 16:00. To jeszcze za wcześnie by jechać do szpitala. Słońce zaszło już za horyzont ustępując miejsca wielkiemu księżycowi. To prawie pełnia. 97 % pokazuje mój księżycowy kalendarz. To by się zgadzało, jest tak jak podejrzewałam, położna uprzedzała mnie, że porody są częstsze w czasie pełni księżyca. Nie ma już odwrotu, muszę szykować się do szpitala. Wciąż chodzę i sprzątam, gdy wrócę wszystko musi lśnić. Jak inaczej mogłabym przywitać mojego syna. Jedno pranie, drugie pranie, mija północ. Noc rozświetla białe światło księżyca, który wysoko zawieszony wprost nad naszą kamienicą zerka nam przez okno. Jasno białe płatki śniegu zwinnie wirują w powietrzu by po chwili osiąść na uśpionych ulicach miasta.


Jestem już na prawdę zmęczona, skurcze są coraz silniejsze i coraz częściej, do tego doskwiera mi ból przeciążonego kręgosłupa. Muszę się zdrzemnąć, szybki prysznic, kubek ciepłego mleka i pod kołdrę. Co ja sobie myślałam? Skurcze są już co 15 minut, jeszcze zbyt słabe by jechać do szpitala, ale zbyt silne żeby spać. Leże więc i odnotowuje godziny 3:00, 3:15, 3:30 … 4:00, 4:15, 4:30… 5:00, 5:15, 5:30. Udało się jakoś dotrwać do rana. Skurcze są już co 10 minut, nie ma na co czekać „Michał wstawaj, jedziemy do szpitala”. Żegnam się z psem, z babcią i wychodzę z domu, wsiadam do samochodu. W oczy razi mnie biel śniegu, który spadł ubiegłej nocy. Nie spałam całą noc. Czuję wielkie zmęczenie a przecież czeka mnie tak duży wysiłek, jak w takim stanie mam pomóc mojemu synowi przyjść na świat?

 

OSTATNI SPACER W STRONĘ SŁOŃCA
Zbliżamy się do ostatniego zakrętu prowadzącego do szpitala, kiedy ukradkiem dostrzegam piękne, wielkie wschodzące słońce, wygląda jak na czołówce bajki „Król Lew”. Michał? Zaczekaj. Nie jestem jeszcze gotowa. Zanim mnie tam zawieziesz zabierz mnie w miejsce w które pojechaliśmy jak dowiedziałam się, że jestem w ciąży. Kiedy samochód stał już frontem do tarczy wschodzącego słońca, poprosiłam o przyzwolenie na samotny spacer. To był mój ostatni spacer w stronę słońca przed porodem.

Stoję na środku polej drogi twarzą do wielkiego, jarzącego się milionem kolorów słońca, sama nie wiem czy więcej z nim różu, pomarańczu, żółci czy fioletu. Jest wyjątkowe. Jego blask upewnia mnie w tym, że to właśnie ten dzień. To dziś na świat przyjdzie mój syn. Jeszcze dziś stanę się prawdziwą kobietą, zostanę mamą. Tak długo przygotowywałam się do tego spotkania. Dookoła tylko biel, śnieg skrzypi mi pod stopami. Zamykam oczy, moje płuca wypełnia orzeźwiający chłód mroźnego powietrza. Chłonę energię z każdej jednej cząsteczki która mnie otacza. Wsłuchuje się w szum twardych, suchych liści, które kołyszą się na wietrze od ubiegłej jesieni. Po mojej prawej stronie odrobinę przede mną stoi potężne stare drzewo już z gołymi rozłożystymi gałęziami. Jego kontury podkreślają promienie słońca, które coraz to większe wychodzi z za horyzontu. Mały ptaszek, postanowił towarzyszyć mi siadając na samym czubku rozłożystego drzewa i umilić mi tą chwile radosnym śpiewem. Jestem mile zaskoczona, nie spodziewałabym się go tutaj o tej porze roku. Biorę ostatni wdech świeżego powietrza, czuję jak wypełnia mnie miłość. Teraz mogę jechać do szpitala.

MUSIMY CZEKAĆ
„Rozwarcie 2 centymetry, musimy czekać” głos pielęgniarki wyrywa mnie z bólu. Leże już w szpitalnym łóżku. Teraz słońce widzę tylko przez szczeliny w roletach. Przychodzi lekarz, zerka na wyniki KTG „silne regularne skurcze, bardzo ładnie, zaczynamy poród” Przez 10 centymetrową igłę sączy się paracetamol. Lek przeciwbólowy. Próbuje się zdrzemnąć, by nabrać sił ale co 10 minut zalewa mnie fala bólu tak ostrego, że nie wiem już za co mam się złapać. Zaciskam pięści i proszę aby czas przyśpieszył. Godzina 17:00 położna zaprasza mnie na badanie. Rozwarcie 5 centymetrów, może Pani przejść na sale porodową. Tak oto skończyła się pierwsza faza porodu trwająca 7 godzin 30 minut.

UKOCHANY PODCZAS PORODU
To kto ma być przy porodzie? Mama czy Partner pyta położna. Musi Pani wybrać jedną osobę. Dzwonię po Michała, jak inaczej przyszły ojciec mógłby uświadomić sobie olbrzymi wysiłek kobiety. Poza tym obecność przy porodzie pozwala młodemu ojcu nawiązać silniejszą więź z dzieckiem. Najnowsze badania nad rolą ojców w wychowaniu dzieci mówią o tym, że panowie zainteresowani przebiegiem ciąży swojej partnerki, aż czterokrotnie obniżają ryzyko umieralności niemowlaków w pierwszym roku życia.

 

LEKI ZNIECZULAJĄCE
Bardzo ucieszyło mnie kiedy pielęgniarka zaproponowała morfinę i gaz rozweselający. Gazu niestety się nie doczekałam mimo wielu próśb ponieważ po dawce morfiny wstrzykniętej w ramie tak bardzo się uspokoiłam, że praktycznie przestałam mieć skurcze. Przed godziną 21 musieli podać mi oksytocynę żeby skurcze przybrały znów na sile. Druga faza porodu trwała 30 minut. I tu chyba urwę bo nie potrafię opisać tego co się działo. Pamiętam tylko, głos położnej, która zdecydowanym tonem sprowadzała mnie na Ziemie słowami „Paula, zmień powietrze, dopchnij, jeszcze trochę, mocniej” i Michała rękę na mojej szyi, który przytrzymywał mi głowę żebym pochylała ją do przodu a nie wyginała się cała do tyłu. Ból był tak ogromny, że po prostu musiałam się pospieszyć jak tylko mogłam bo inaczej bym tam nie wytrzymała chwili dłużej…

 

PIERWSZE SPOTKANIE
Opisać to, jest trudniejsze niż myślałam. Kiedy położyli mi go na brzuch byłam oszołomiona. Zaczęłam się zamartwiać, czy nie jest mu zimno, czy nie razi go światło, czy nie kuje go w płuca od pierwszego wdechu powietrza. Nie wiedziałam, czy moje ręce są na tyle czyste, żeby móc go dotknąć, czy mu tym nie zaszkodzę. Leżał pleckami do mnie, a pielęgniarki ze szczerym zachwytem” jaki ładny”. W końcu położyli mi go bliżej, jego mała sinawa jeszcze rączka leżała na mojej piersi. Michał obok stał i płakał, położna wciąż była między moim kroczem niczym krawcowa z igłą i nicią. Chciałam już cieszyć się tą chwilą, ale nie mogłam się na niczym skupić. Dokoła kręcili się obcy ludzie. Pielęgniarki, lekarz… dopiero kiedy przewieźli mnie na sale, kiedy byłam już z nim sama, mogłam się z nim połączyć. Całą noc mocno przytulałam go do siebie. Z dumą mogę powiedzieć, że to była najpiękniejsza noc w moim życiu. Nie widziałam, co działo się za oknem 11 dnia roku 2017 ale ponoć to była piękna, księżycowa noc.

 


Teraz stoję i patrze jak mój malutki synek leży w kołysce i smacznie śpi. Czekam kiedy się obudzi by znów móc go mocno przytulić do swojej piersi.

8 Comments Add yours

  1. mama normal pisze:

    Serio?w stronę słońca?…
    Mdli mnie kobieto!

    1. Arbuzowamama pisze:

      jej ! w końcu jakiś hejt <3

  2. Patrycja pisze:

    Wykipiala mi zupa. Tak się zaczynałam 😁👌

  3. Magda pisze:

    Przepiękne 🙂 gratuluję i życzę dużo zdrowia dla synka i mamy

  4. Karola pisze:

    Przepiękną opowieść o cudzie narodzin i rodzącym się jedynym, wyjątkowym, niepowtarzalnym uczuciu między matką a dzieckiem. Życzę samych pięknych i radosnych chwil z Twoim maleństwem 😊

    1. Arbuzowamama pisze:

      Dziękuję Karola :*

  5. ciocia pisze:

    Paula, mam łzy w oczach… Kiedyś, mam nadzieję, też będzie mi dane poczuć tą bezwarunkową miłość… Nie mogę się doczekać, kiedy Was zobaczę, stęskniłam się bardzo.
    Miss you my soulmate :*

    1. Arbuzowamama pisze:

      <3 czekamy na ciocię Olgę w Złotowie :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *